|
Wierząc w terapeutyczną moc sztuki, uważam, że kreowanie własnej rzeczywistości artystycznej zgodnie z przykazaniem Malraux ma sens tylko wtedy, gdy treści zawarte w stworzonych pracach potrafią intrygować, zmieniać pozytywnie nasz stosunek do świata i siebie samych, oczyszczać naszą duszę z codziennego przykurzenia proza życia, prowokować i delegować oglądającego w sferę Marzeń. Od Marzeń bowiem rozpoczyna się wszelkie działanie.
Roman Kosmala
Kiedy marzenia, przekraczają granicę między tym co znane, a tym co pozostaje w sferze nadziei, aby nawiązać kontakt z drugim człowiekiem. W beznadziejnej sytuacji stwarza się obszar spostrzeżeń i uwag. Otwierają się możliwości, wspólnego nazwania i rozważania świata. Problem nawiązania komunikatu staje się prosty, mimo różnicy płaszczyzn między nadawcą a odbiorcą. A kiedy nie można ujrzeć nic: osób, budynków, zwierząt. Jak zbudować „obraz” dla drugiej osoby?
W ciemności, w której nie ma szans na wąski promień światła, są próby liczne, udane i nieudane. Dotknąć drugiego brzegu, wariantowość w postrzeganiu otaczającej rzeczywistości, nie człowieczeństwa. Dla kogoś i z kimś... rozumie ten, któremu natura nie dała szansy na oglądanie świata. Przestrzeń z wkomponowanymi kształtami, bryłami, nie czytelna i nie zrozumiała. Pułapka dla czystych uczuć i emocji. Ciemność to taka toń, której wir nie obiecuje nic dla poznanych wcześniej kształtów, jedynym zaufanym zmysłem pozostaje dotyk. Faktura, struktura umówmy się, że to coś znaczy – Ty pokażesz mi siebie, a ja opowiem Tobie o świecie to CREDO dla wyjątkowej pracy.
Ostatnia z realizacji poznańskiego artysty jest odpowiedzią na to marzenie. Widząc, tworzy dla tych co tkwią w ciemnościach.
Już w październiku na poznańskiej starówce stanie makieta dla niewidomych, wymyślona przez artystę rzeźbiarza Romana Kosmalę. To trudne zadanie najpierw stworzyła niewypowiedziana ludzka potrzeba. Powstała nietypowa rzeźba otoczona wkomponowanym pismem Braille'a. To nie było proste zadanie dla widzącego, zwykłe oglądanie świata stało się mało wystarczające, nie obyło się bez korekty przyszłych „widzów” tej unikatowej ekspozycji. Praca wspomagana była mnóstwem dodatkowych zdjęć i ciągle, ciągle dotykana. Zmysłowe postrzeganie architektury, pozwoli na „pokazanie” innym wyglądu miasta, połączone z studiowaniem jego palcami. O słuszności tego projektu zadecydują naoczni gestami swoich dłoni.
Julia KP
Pomysł od początku mi się podobał, ale rynek to natłok detali. Jak się z nimi uporać? Zaczęliśmy od dyskusji, czy rzeźbimy tylko płytę rynku, czy także okalający ją pierścień kamieniczek. Kiedy uznaliśmy, że kamieniczki są konieczne, zastanawialiśmy się, czy umieszczać całe budynki, czy tylko ich płaskie fasady, które sprawiały wrażenie pierniczków... W końcu znaleźliśmy rozwiązanie: fasady będą otoczone skośną płaszczyzną, na której umieścimy niezbędne napisy z informacjami.
Zależało mi na tym, żeby uniknąć typowo makietowej formy, gdzie budynki to po prostu regularne pudełka. Mam jakiś opór przed takim modelarskim podejściem do sprawy. Chciałem zrobić rzeźbę, chciałem, żeby nie była "sucha", żeby ją "ocieplić" - nawet za cenę rezygnacji z dokładności co do milimetra. Mam nadzieję, że makieta będzie służyć jak najlepiej niewidomym, a przy okazji ucieszy też tych, którzy widzą, że będzie zdobić Stary Rynek.
Ten stos materiałów, leżący na biurku, dotyczy wyłącznie makiety. Musiałem je zebrać, bo nagle się okazało, że w ogóle nie znam tych budynków, a chciałem unikać konfabulacji, wymyślania... Widziałem, jak wygląda Odwach od strony elewacji frontowej, ale nie miałem pojęcia, jakie są okna z tyłu, zdziwiłem się, że jest jeszcze jedno wejście, że się specyficznie załamują kąty. Dopiero zdjęcia lotnicze uświadomiły mi, jak to wszystko rzeczywiście wygląda: rynek nie jest regularnym kwadratem, budynki nie stoją w osi... Bawiło mnie to, a jednocześnie sprawiało nie lada trudność. Zrobiłem mnóstwo zdjęć, rozmawiałem, konsultowałem się.
Spotkania z niewidomymi były bardzo sympatyczne, bardzo dodawały mi energii, udzielał mi się ich entuzjazm. Całkowicie polegałem na ich zdaniu, co do wszelkich ustaleń technicznych: wysokości makiety, sposobu umieszczania napisów, kąta ich nachylenia, głębokości reliefów. Był kłopot z ratuszem, który jest zwieńczony iglicą. Baliśmy się, że ostry szpikulec może być niebezpieczny, więc zrezygnowaliśmy z niego. Odlewnicy z Szymanowa, z którymi współpracuję, byli przerażeni brajlem... Tu każdy detal jest przecież ważny, więc robota musiała być bardzo precyzyjna. Ale mieliśmy wsparcie naszych niewidomych doradców, którzy robili korekty: na papierze, w twardej glinie, w gipsie.
Makieta będzie "wyrastała" z chodnika na wysokość stołu o wymiarach 80 x 80 centymetrów, żeby swobodnie można było do niej podejść. Cały rynek można "zwiedzić", stojąc w jednym miejscu - bez konieczności obchodzenia go wokół. Po "rozpoznaniu terenu" można się będzie "udać w podróż" i przeczytać wszystkie zamieszczone wokół makiety informacje. Jest też szansa na naniesienie zmian, gdyby na rynku pojawiły się jakieś nowe, ważne elementy.
Roman Kosmala
źródło:
http://www.poznan.pl/mim/public/iks2/dzial.html?id_dzialu=3495
|